Kasia i Marek | plener (prawie) bez pleneru
Wrzesień. Słota. Zimno. Marek, kolega ze szkolnej ławy, zadzwonił kilka dni przed ślubem z pytaniem, czy zrobilibyśmy im plener. “No jasne!” Jedyny problem – zaraz po ślubie trzeba zwrócić suknię. Do dyspozycji mieliśmy więc dwa dni, oba jednakowo bure i ponure. Marek był przekonany, że nic z tego, Kasia nie przestawała entuzjastycznie się uśmiechać, a my stwierdziliśmy, że po prostu nie ma nad czym debatować, suknię mamy do jutra – jedziemy i tyle. Zapraszam na plener bez pleneru, czyli na próbę uniknięcia otwartych przestrzeni (choć i parasolkowe zdjęcia też tu się znalazły) oraz dramatyczną walkę z burą aurą
.













No i super wyszło!
A jedyneczka cudowna!
O czym tu gadać – świetny klimat i juz. Co prawda liczyłem na trochę więcej deszczu, ale jest tak jakoś miło na tych zdjęciach – wręcz czuć że był to fajnie spędzony czas, para młoda fajnie się bawiła i jakiś taki luz tu czuć.
I cóż się okazuje pocieszającego? I bez pogody mogą być bardzo ładne zdjęcia. A te z parasolką – najcudniejsze dla mnie. Może ten deszcz się jednak trochę przysłużył
Wyszło pięknie i subtelnie .. naprawdę piękne klatki .. gratuluję.
gdyby nie parasol nie powiedziałabym, że w ogóle padało i zgadzam się – parasol się przysłużył, bo pierwsze zdjęcie super!
Iza jak zwykle rewelacyjne kadry ! Pozdrawiam
Górscy jak zwykle trzymają poziom, fajne klimaty
Iza pierwsze zdjęcie to olbrzymie zaskoczenie ! Kolejne zaś podtrzymują tylko permanentny stan zachwytu
No i po co Wam słońce?
Plener bardzo udany, jak zawsze z resztą
Zimna pogoda, ale gorąca atmosfera
Bardzo ładnie.
Świetny set.
Najlepsze to licząc od góry: 1,2 i 8 oraz ostatnie
Brawo.
Pomimo niesprzyjającej aury wyszło REWELACYJNIE.
Bardzo miło jest do państwa Górskich zaglądać
, wszystko miłe subtelne, bardzo przyjemnie się ogląda a jedynka – moja ulubiona, gratuluję.